TEATR REDUTA ŚLĄSKA


 

Redutowe tournée
po raz trzeci!

Jak co roku pod koniec wakacji nasza zgrana ekipa wyjechała podbijać malowniczy, małopolski świat oraz
w małych przerwach troszkę zintegrować się w trakcie zaplanowanych warsztatów. Tym razem poza tradycyjnym Nowym i Starym Sączem oraz Sanokiem, Reduta zawitała również ku uciesze wakacyjnych kuracjuszy do słynnego uzdrowiska jakim jest Krynica! Właśnie to miejsce było naszym pierwszym punktem wycieczki, w którym zatrzymaliśmy się na trzy dni.

 

Krynica i nuda? Co to, to nie! A już na pewno kiedy jest tam Reduta i ich program satyryczno-literacki RODZINKA. Program był grany przez naszych aktorów już naprawdę wiele razy, ale w tym miejscu zdecydowanie poczuli oni chemię, dzięki czemu dobrze bawili się nie tylko oglądający występy wczasowicze, ale także sami redutowcy. Kolejnymi punktami na naszej liście oczywiście były miasta Stary
i Nowy Sącz, gdzie mieliśmy możliwość zagrania naszej nowej produkcji skierowanej dla dzieci „Utopcowe opowieści” w reż. Iwony Woźniak oraz co ciekawe naszą starą, dobrą „Rajzentasze […]” w reż. Mirosława Neinerta.
No dobrze, ktoś może zapytać, co w tym ciekawego, przecież tyle razy już graliśmy w tych okolicach ten właśnie spektakl, a tu proszę niespodzianka, ponieważ warunki były doprawdy niecodzienne! Sztuka została odegrana
w plenerze i to w nie byle jakim, bo tuż obok miejsca,
w którym nocowaliśmy tj. przy Diecezjalnym Centrum Pielgrzymowania im. Jan Pawła II w Starym Sączu. Scena była po prostu ogromna, a garderobami zostały po prostu nasze pokoje. Niby nic nadzwyczajnego, ale dla nas było to bardzo ekscytujące doświadczenie i nie były nam straszne żadne burze, pioruny, a także szczekające psy (w końcu to też publiczność, a publiczność trzeba szanować)! Naszą wycieczkę zakończyliśmy „Rajzentaszą” w Sanoku, gdzie po raz drugi zostaliśmy zaproszeni przez władze Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej.

Nieodłączoną częścią naszych wojaży byli nasi wspóltowarzysze… Razem z nami były tak cudowne zespoły jak Studio Musicalowe STEP Tomasza Micha oraz Studio Teatralne Zwierciadło pod opieką Ewy Skowiery. Bardzo dziękujemy im za wspólnie spędzony czas w miłej
i naprawdę rodzinnej atmosferze! Szczególne podziękowania należą się również całej ekipie technicznej
z Chorzowskiego Centrum Kultury oraz Pani Natalii, która była opiekunem całego wyjazdu. A teraz czas na wisienkę na torcie… ten wyjazd zdecydowanie straciłby na wartości gdyby nie było na nim jednej bardzo ważnej osoby, która swoim poczuciem humoru zarażała wszystkich dookoła,
a pozytywną energią, którą nas obdarzyła, moglibyśmy zasilić nie jedną elektrownię, nie wspominając już o pełnym profesjonalizmie ;) Marek – nasz kierowca, który nie tylko bezpiecznie zawoził nas w każde planowe miejsce, ale stał się częścią naszej redutowej rodzinki! Marku, jeśli to czytasz to cały zespół życzy Ci szerokiej drogi i mnóstwa, pysznych maszketów! Mamy szczerą nadzieję, że do szybkiego zobaczenia!

 

P.S.: Już w najbliższych dniach w naszej zakładce GALERIA pojawią się zdjęcia z naszego wyjazdu, także bądźcie czujni!

05 sierpnia 2018

 

"Warsztaty z „Redutą Śląską” i nie tylko…

 

Kiedy rok temu poznawałam Redutową „Rodzinkę” na jej premierowym występie, już wtedy pełna emocji i wzruszeń, nie wiedziałam ile jeszcze nowych przede mną… Kolejne premiery Reduty, praca, praca, praca i znowu sukcesy, wspaniałe plany, a kiedy wreszcie czas pozwolił  na wyjazdy w plener,  tam wena doładowana urokami natury, pozwalała unosić naszych artystów jeszcze wyżej i wyżej... I tak kiedy zostało mi dane być współuczestnikiem plenerowego, warsztatowego wyjazdu w nasze piękne zakątki Krynicy, Nowego i Starego Sącza oraz urokliwego Sanoka to wrażeń nazbierało się sporo i trzeba się nimi podzielić.

 

Ostatnie piękne wakacyjne dni sierpnia połączyły na kilka dni Scenę Musicalową STEP Tomasza Micha i Tomka Owczarka, Grupę Teatralną  ZWIERCIADŁO Ewy Skowiery oraz Teatr Redutę Śląską na czele z Panią Basią Michalik, a był to bardzo owocny czas. Cóż tam się działo! Skoro tylko ruszył „Redutowy” autobus, młodzi rozpoczęli swoje sceniczne kwestie, z uśmiechem i śpiewem na ustach,  głowami pełnymi marzeń… po kolejną teatralną przygodę, tym razem celem była Krynica. Zaprzyjaźniony kierowca Pan Marek  wykorzystując „późne pomarańczowe” podążał szybko i sprawnie. Pan Bolesław, Eugeniusz i Klaudiusz snuli plany co do łoża małżeńskiego, które zostało im przydzielone w pokoju hotelowym, a pani Basia wydzwaniała do pana Adasia z pytaniami czy jeszcze choć trochę za nią tęskni.  Klaudia celebrowała autobusowe śniadanko, aby później co rusz zabawiać nas swoimi przemyśleniami. I w takich oto nastrojach dojechaliśmy do celu podróży. Krynica przyjęła nas dosyć chłodno, ale tylko pogodowo, gdyż jak się później okazało sanatoryjna publiczność gromadząca się na wieczorach z „ Rodzinką”, rozgrzewała bijące oklaskami dłonie do czerwoności, albowiem profesja, zabawa i urok wieczorów satyryczno- poetyckich w wykonaniu aktorów Reduty, takie właśnie budzi emocje. A oklaski na stojąco to fakt, to wielka motywacja, to najpiękniejsze podziękowanie. Krynickie wieczorne spacery ze wspomnieniami o słynnym światowym tenorze Janie Kiepurze, unikatowym Nikiforze, w zestawieniu z wyśmienitymi wodami źródlanymi JAN, Zuber czy Słotwinka, przy tańczącej kolorowymi strumieniami wody fontannie, stanowiły doskonałą oprawę dla kolejnych wyzwań i planów artystycznych, padających podczas długich nocnych rozmów przy blasku księżyca.

 

Kolejne dni  przyniosły magiczne „Utopcowe opowieści” z piękną rolą główną Pana Bolesława Szkaradka, w akompaniamencie prawie całej, nieustępującej w talentach „Redutowej” rodziny. W tym samym czasie „Stepowcy”, oprócz codziennych, kilkugodzinnych warsztatów, „roztańczali” każdy wolny skwerek, który stawał się kolejnym doskonałym miejscem treningu, aby docelowo zaprezentować swój kunszt i profesjonalizm na scenie Nowosądeckiego Ośrodka Kultury, wystawiając dla  zebranej pełnej sali gości musical pt. „Ja się boję sama spać”. Tak zwane „ciary”, o których mówiła Klaudia, to właśnie to uczucie, kiedy ogląda się ten musical. Gratulacjom nie było końca… brawa, brawa, brawa! A kiedy wieczorem powróciliśmy do naszej „Opoki,” to sen zapewne długo tej nocy nie przychodził, ale z innego powodu…Zupełnie inaczej, w pozornym ukryciu przewijały się między nami przez cały czas, małe „Zwierciadełka”. Stosując zdrowy tryb życia w postaci porannych spacerków deptakami Krynicy,  pełne wigoru uczestniczyły w teatralno- plastycznych warsztatach, utrzymując w głębokiej tajemnicy przygotowywany na nowy sezon kolejny spektakl. Wieczorami mali aktorzy zasłonięci teatralnymi maskami, skrywając swe twarze, w przebraniach, przemykali cichutko przez korytarze. Owa tajemniczość to niezły sposób na potencjalnego widza, którym zapewne i ja też będę.

W tak sympatycznej atmosferze szybko i twórczo mijały dni.

 

Kiedy nadszedł ostatni wieczór  wspólnego warsztatowego czasu, Reduta w wyjątkowej scenerii peryferii Starego Sącza, stanęła na wielkiej plenerowej scenie by zagrać  spektakl „Krótkie sztuki po śląsku, dwie do śmiechu, a jedna nie” czyli znaną wszystkim zainteresowanym  jako „Rajzentasza”. Wyjątkowość sąsiedztwa ołtarza papieskiego, upamiętniającego wizytę w 1999 roku Papieża Polaka, Jana Pawła II, mocno uduchowiało to miejsce. Szczególna sceneria tego wieczoru, z lekko wiejącym łagodnym wiatrem, z ukazującymi się na niebie raz po raz rozbłyskami i grzmotami odległej burzy, wnosiła atmosferę pobudzenia, stawała się dodatkowym atutem dla artystycznej weny naszych aktorów. Wypowiadane kwestie, przeplatane radosnym szczekaniem „psa widza”, czy też mistrzowsko rozgrywane sceniczne uchybienia, wnoszące nowe, wesołe treści, aż po cudowne, wielokrotne umieranie, bohaterki „Rajzentaszy”, bawiły doskonale widzów , a „śląska godka” znalazła swoich wielbicieli. Cóż można chcieć więcej. To właśnie wyjątkowa magia miejsca, teatru i jej aktorów … I jeszcze pożegnalny grill, pełen wspomnień, radości, wspólnych planów, zakończony hejnałem z Wieży Mariackiej w wykonaniu wyjątkowej Klaudii, a potem znów poranek i fraszki Jej autorstwa i długie salwy śmiechów oraz wzajemne podziękowania.

 

Lecz w końcu trzeba było opuścić przyjazną „Opokę”. Jeszcze ostatni etap, droga do Sanoka, gdzie kolejna publiczność czekała  na wzruszający „Besuch s Reichu”, na szalonego „Komisorza Hanusika i warszawioka” oraz „Rajzentasze” i wielokrotne umieranie przez wspaniałą Gryjtę. Na szczęście to tylko teatralna scena, albowiem wszyscy aktorzy cali i zdrowi znów powrócili szczęśliwie do swych domów, by w ich zaciszach, z wielkim sentymentem wspominać minione dni, snując nowe plany na wspólną przyszłość.

 

Ja też wróciłam do swoich codziennych obowiązków  z jeszcze większym przekonaniem o słuszności działania Teatru „Reduta Śląska”, począwszy od Jego aktorstwa po przekazywane treści. Jestem Waszą fanką, pozdrawiam serdecznie."

Dziękujemy serdecznie Pani Jolancie Szromek za tą cudowną i ciepłą relacji oraz za wspólnie spędzony czas!